Malta


Dlaczego akurat Malta ?

A dlaczego nie ?
No ok, do wyboru miejsca na kolejny wyjazd przyczyniła sie Beatka ... koleżanka Ewki. "Wywiało ją" na Maltę prawie 4 lata temu. Odwiedziliśmy ją na tej malutkiej wyspie na Morzu Śródziemnym. Dzięki Beatko za zaproszenie i gościnę - było super.


Fakty i „fakty” … czyli co nas zaskoczyło, zdziwiło, a o czym warto z ciekawości napisać.

Język … angielski to drugi (po maltańskim) język urzędowy. Dzieci uczą się dwóch języków już w przedszkolu. Znają go praktycznie wszyscy i wszędzie swobodnie się nim posługują. To naprawdę ułatwia wiele rzeczy.

Ludzie … są bardzo sympatyczni i każdy uśmiechnięty, zadowolony, zawsze chętny do pomocy. Zdarzyło się, że ludzie sami podchodzili zapytać, czy służyć dobrą radą. Chyba tylko w Chinach (to pewnie dlatego, że wyglądaliśmy na przyjezdnych) spotkaliśmy się z tak pozytywnymi reakcjami ludzi.

Architektura … specyficzna, zdecydowana większość budynków zbudowana jest z kremowego kamienia (wydobywanego na wyspie), wysokość budynków nie przekracza 2 pięter. W połączeniu z wąskimi uliczkami wygląda to niezwykle malowniczo. Nad tymi budynkami górują jedynie kościoły, których jest bardzo wiele.


Przemieszczanie się.
Na wyspie wypożyczyliśmy samochód. Dostaliśmy Peugota 107 (najtańszy, bo najmniejszy) – i to jak się później okazało było świetnym wyborem ze względu na bardzo wąskie drogi.

Ruch lewostronny … obowiązuje na Malcie od czasów panowania tam Brytyjczyków. Problemem było na przykład wjeżdżanie na rondo (których tam jest masa) w lewą stronę (zgodnie z ruchem wskazówek zegara). Nowością dla nas była konieczność patrzenia czy ktoś nie jedzie „z przeciwka” podczas skręcania w prawo (bo właśnie wtedy przecina się przeciwny pas ruchu). Największą trudnością była ocena odległości z lewej strony samochodu do krawężnika, ściany, czy innego samochodu. Kołem nie raz przytarłem krawężnik, a lewym lusterkiem „trafiłem” w krzaki. Nie mówiąc o tym, że drążek zmiany biegów jest po lewej stronie, a ja wielokrotnie chciałem zmienić bieg lewą ręką … uderzając się w drzwi

Oznakowanie dróg … jest „mizerne”. Znaki wskazujące drogę jak już są to wskazują tylko nazwę następnej miejscowości, nie ma głównego kierunku. Znaki nie raz trudno zauważyć, bo nie dość, że są małe to albo są na słupku, albo na ścianie budynku, albo na jakimś płocie … raz po lewej, a raz po prawej stronie drogi. Nigdy na przykład nie udało nam zauważyć tabliczki z nazwą miejscowości do której się właśnie wjeżdża. Niezastąpiona okazała się nawigacja. Mio zaskoczyło mnie bardzo pozytywnie posiadając na mapie naprawdę wszystkie nawet najmniejsze dróżki.

Drogi i dróżki … większość z nich tutaj to dróżki, jest ich dużo i docierają w wiele miejsc, ale w większości są bardzo, bardzo wąskie, nie raz powodując problem nawet przy mijaniu się – koniecznie trzeba zwalniać do 20-30 km/h, bo zamiast pobocza najczęściej mamy kamienny murek. Dwu, czy trzypasmowych dróg jest tu zaledwie kilka, a może kilkanaście kilometrów. Jakość tych głównych jest super, natomiast wiele mniejszych jest nie raz gorszych niż te, które mamy w Polsce. Każdemu kto się wybiera zdecydowanie polecamy wynajem samochodu, można dojechać nim wszędzie, w przeciwieństwie do autobusu … te jeżdżą w większości przez stolicę Valetta. Przystanków widzieliśmy sporo – 80% z nich to słupek przy drodze z napisem BUS STOP. Brak jakichkolwiek informacji o numerach linii, czy godzinach odjazdów. A jeżdżące autobusy to większości „zabytki„ z lat 60-tych.


Pogoda … będąc w drugiej połowie kwietnia temperatury były na poziomie naszego lata, wyobrażamy sobie jak musi tam być gorąco w lecie. Wyspa leży na otwartym morzu, jest płaska i czasami wieje. W ciągu godziny pojawiły się chmury, popadało 10 min, a już 30 min później mieliśmy znowu błękitne niebo. Niestety woda w morzu była chłodna – turyści już się kąpali, dla „tubylców” było jeszcze za zimno.


Podczas 4 dni udało nam się zwiedzić na prawdę dużo, choć na pewno nie wszystko. Zapraszamy do galerii:
     Mdina, Rabat, Dingli Cliffs (2010)
     Valetta, Vittoriosa, Tarxien, Marsaxlokk (2010)
     wyspy Gozo i Comino (2010)
i specyficzna galeria (umieszczona w części stronki Wydarzenia, taka próba sesji reporterskiej)
     maltański targ (2010)






powrót